![]() |
MenuBlogczterooki potwór ma rozdwojenie jaźni.Wysokie obcasy stukoczą drażniąco w martwej ciszy. Sala miała być dziś pełna, a przyszli nieliczni. Nikt się już temu nie dziwi. Ona niczego tak się nie boi, jak wypowiedzi na forum, nie może przestać chować się we własnym ubraniu, skubać nitek, naciągać materiału i wiercić się niepotrzebnie. Uwielbia cytaty; uważa, że mają one magiczną zdolność odciążania jej z odpowiedzialności za słowa, które wypowie. Rozgląda się po sali, po obojętnych twarzach przybyłych. Nie ma mikrofonu. Nabiera powietrza w płuca i zasłania się Tuwimem. Tuwim jest bezpieczny, każdy go zna chociaż z nazwiska, a i cytat wiecznie żywy: że się na świecie coś porobiło, że umierają dziś tacy, którzy dawniej nigdy nie umierali. Ten i ów zaczynają snuć dziurawe jak pajęczyna teorie spiskowe, szepczą o Lesie Kabackim. Wtykają sobie do uszu i nosa naprędce uszyte flagi i ganią wzrokiem tych, którzy nie zaczęli jeszcze odmawiać różańca. Łączą się z internetem i bezmyślnie brną w lepką sieć. Ona rozgląda się raz jeszcze. Przestała być potrzebna. Każdy z nich ma oczy nieruchomo wlepione w szklany ekran; TAM każdy jest, kim chce i na jego zawołanie klękają może nie narody, ale jednostki na pewno. Czyny nie mają konsekwencji, nie ma transakcji wiązanych, nie trzeba przepraszać za słowa. Są tylko oni, ich potrzeby i martwe szklane ekrany, na których mogą zobaczyć wszystko. Jej zakłopotanie ustępuje, ale na jego miejsce nie przychodzi ulga. Miała być gwoździem programu. Może i program był niskobudżetowy, a gwóźdź niezbyt imponujący, ale tak została zapowiedziana. Stukotu obcasów nikt już nie słyszy. Niedoszli widzowie i słuchacze jak muchy nie mogą się wyrwać z sieci. W niemym zachwycie nie zauważają, jak ona się oddala, aż w końcu wychodzi. Nigdy wcześniej nie czuła się brudna w środku. x-8dwa 2010-05-07 13:31:12 skomentuj (1) back in black, rzekłby ten dziadzio z ace/dece Wracam triumfalnie po sugerującym zawieszenie działalności niebycie. Wracam dziś nad ranem czując się komfortowo w swoim ekskluzywnym zestawie dusza plus ciało. Wracam z pieleszy i puchów naszego wspólnego mieszkania, wspólnego wstawania i wspólnego jedzenia śniadania. Oprócz większego komfortu psychicznego niż kilka miesięcy temu, nie zmieniło się wiele (nie licząc zgubienia indeksu i karty egzaminacyjnej, konieczności zrobienia prawka i faktu, że Zosia z "Pana Tadeusza" wyrwała sobie hollywoodzkiego "buntownika". Tam nawet buntownicy mają załogę od PR-u i pielęgnowania tej niby-przypadkowości). Młodzież interesuje się teraz tłajlajtem i wódką, bo ja mam uszy nadstawione i gumowe, a oczy szeroko otwarte, ja słyszę te strzępki tramwajowych rozmów. Dziewczyny w brudnych adidasach zdające relacje z rozmów na gadugadu, chłopcy z grzywkami na boczek mówiący niezrozumiałym dialektem e-sportowym. Niby tylko parę lat, a jaką tworzy przepaść. I ja nad tą przepaścią balansuję od pewnego czasu, przedłużam przekroczenie granicy, jednocześnie uwielbiając z całego serca tą parę 70-latków, która żartuje i przytula się w popołudniowej czternastce. x-8dwa 2009-06-06 06:51:47 skomentuj (2) oklasky Całą noc pustym śmiechem broniłam się przed pytaniami, próbami rozmów, dziwkami wysmarowanymi brokatem i chrząkającym znacząco widmem sesji. Skrawki żartów, które opowiedziałam sama sobie i syczenie petard podpalanych w pokoju słyszałam jeszcze po przebudzeniu, wyniosłam z tego wszystkiego śmierdzącą tytoniem spódnicę i braki w zastawie, ale przynajmniej każdemu z gości zaśmiałam się prosto w twarz. Mistycznych przebudzeń nie odnotowałam, przebudzenie noworoczne do mistycznych nie należało, bo jedyna myśl, jaka mnie naszła, dotyczyła kefiru. Mentalne czy fizyczne zespolenie też mnie nie dosięgło, ale czego tu oczekiwać, jeśli rzeczywistość całą noc trzymała mnie za rękę, a w mojej rzeczywistości najwyraźniej nie są przewidziane takie atrakcje. Zamiast fajerwerków o dwunastej, histeryczne kapiszony między dwudziestą trzecią a siódmą rano. Zmasakrowana pięta zamiast przechadzek po chmurach na bosaka. Narzekać nie mam jednak prawa, w końcu śmiech to jedna z przyjemniejszych czynności na tym PADOLE. W Nowym Roku życzyłabym sobie czystszych płuc i sumienia, pieniędzy i uczuć wyższych. x-8dwa 2009-01-02 17:43:56 skomentuj (1) piosenka o tabletkach Obudził go szum morza, dźwięk bolesny i zbyt głośny, bardziej przypominający odgłos wiercenia dziury w ścianie niż fal rozbijających się o brzeg. Musieli oboje obudzić się dopiero przed chwilą. Widział go, obraz nędzy i rozpaczy, kilkanaście metrów dalej. Czerwona kurtka! Plama dokładnie takiej czerwieni zbyt często pojawiała się w jego wizjach, irytowała, zasłaniała Ważne, nie pozwalała nawet pamiętać o Najważniejszym. Pierdolony torreador, pomyślał. Teraz, odzyskując powoli ostrość widzenia, chciał zerwać z niego tę płachtę i wrzucić do wody...nie, Boże, nie, zakopać, spalić! Widok kurtki dryfującej po wodzie, jak plamy krwi na kamieniach, byłby niepokojący, jak nieme oskarżenie, które nie chce zniknąć z zasięgu wzroku. Towarzysz nagle okazał się być już dwa czy trzy metry od niego i szedł dalej, niespiesznie, drapiąc się po brodzie pokrytej już kilkudniowym zarostem. Spojrzeli na siebie i usiedli. Widzieli teraz dokładnie, ostre słoneczne światło wręcz kazało im patrzeć na wszelkie ubytki przypominające o ich maluczkości. Towarzysz, ogarnięty mocno spóźnionym poczuciem wstydu, starał się chować swoje ciemne od brudu dłonie. Człowiek Bez Kurtki potępiał pensjonarkę, która odezwała się w koledze. Sam wolałby prezentować zarost i plamy na koszulce na najbliższym deptaku, wytrzeszczać oczy do tych wykrzywionych obrzydzeniem obcych twarzy. Może nawet zacząłby krzyczeć, bariery przecież już puściły. -Umiesz jeszcze sikać na stojąco?-zapytał.- Pokaż mi swoje pazury, nawet nie próbuj ich czyścić. Chwal się nimi! -Czerwona, czerwona. Co z tego! Piękny kolor. Nie musisz nawet mówić, i tak słyszę, jak jęczysz. -Czasami myślałem, że ten kolor zeżre mnie tylko po to, żeby wypluć w wersji czarno-białej. On każe mi na siebie patrzeć. Nie mogę się skupić. -Papieroska...?..było..jutro - Człowiek bez kurtki poczuł strach jeżący mu włoski na karku. Towarzysz wyrzucał z siebie słowa szybko, bezładnie, obraz zaczął przypominać niespójny zlepek nagrań. T. był jeden i było ich wielu, jak w kalejdoskopie zmieniały się jego ubrania i mimika twarzy.- Palcami, tylko palcami...idziesz, młody! Kołdrę...czerwona? - Człowiek Bez Kurtki zauważył ten błysk zrozumienia w oczach kompana. - Czer... Kurwa! Czerwona! Pamiętał ten moment jeszcze długo tak dokładnie, jakby oglądał go w zwolnionym tempie. Była jakaś gracja w ruchach Towarzysza, pasją wykonania tego niezamierzenie pięknego układu przypominał baletnicę ze zmierzwioną brodą. Dziko zerwał z pleców znienawidzoną przez Człowieka część garderoby i zaczął walczyć. Zaciekle. Pierze latało unoszone wiatrem, a brodaty wydawał dźwięki mające imitować okrzyki mistrzów sztuk walki z azjatyckich filmów. Ostateczny cios był bliski! Cichemu uderzeniu kurtki o taflę wody zawtórowało wycie, mające pewnie wyrażać radość z pokonania wroga. Patrzyli później razem na oddalającą się krwista plamę ze śmiałością kilkuletnich chłopców, którzy obserwują rzeczy niebezpieczne z daleka i czują się odważni z tego tylko powodu, ze na nie patrzą, że mają tę namiastkę kontroli. Mężczyźni Bez Kurtek, wniebowzięci, zjedli po tabletce i położyli się na mokrym piasku w oczekiwaniu na kolejny boleśnie jasny poranek. Kurtka na horyzoncie wydawała się kpić z nich. Gdyby umiała mówić, a oni byliby sławni, opowiedziałaby o nich za godziwą opłatą kolorowej gazecie. x-8dwa 2008-11-30 01:26:32 skomentuj (3) nie, wcale nie trzeba nam wojny Co wieczór mówię sobie, że powinnam, mówię też to sobie co rano. Wyliczam sobie w myślach rzeczy do zrobienia, przy nielicznych załatwionych sprawach stawiam haczyki, a później i tak siedzę zgarbiona przed komputerem. Jak co wieczór. I co rano. Właśnie odpaliłam papierosa i wcale nie pomogło. Mogłabym wręcz uczyć dzieci w szkole, mówić im zawczasu, co nie pomoże. Nie pomoże na pewno warczenie 'celina, spierdalaj', bo koty nie rozumieją tak zawiłych form perswazji. Nie pomoże milczenie w chwilach, kiedy zazdrość gryzie nas w tyłek i sączy weń jad. Nie pomoże rysowanie szlaczków na marginesach ani nawet ładny podpis, kiedy znowu jest kartkówka, a jedyne, co wiemy, to to, co wyczytaliśmy w kolorowych gazetkach (chowam ostatnio głowę w te gazetki i pudelki niczym w piasek). Nic nam, kurwa, nie pomoże. I tak będziemy siedzieć zgarbieni przed komputerem. Jak co wieczór. I co rano. *** Drogi Pamiętniczku, Nie przerażaj się moim poziomem. To była próba mikrofonu. x-8dwa 2008-11-23 23:47:11 skomentuj (6) rzucałam w międzyczasie parę razy, powiem pewnie po roku. internet to szatan. x-8dwa 2008-08-26 23:54:14 skomentuj (1) fuck the pain away Kopę lat, dłoń jakoś inaczej leży w dłoni, trochę zaciekawienie, a trochę nie wiem, co powiedzieć, w końcu w ciągu kilkuset dni wszystko mogło wywrócić się do góry nogami. Jeszcze parę dni temu uciekłabym w papierosa, teraz staram się nie, wszystko takie względne, były tygodnie spokoju i minuty histerii. Złość trawiona z przeszkodami jak nieświeża knysza, powtarzanie wszystkim, że ja i sesja poprawkowa jesteśmy sobie przeznaczone. A, wiesz, mój chłopak ma się dobrze, już nawet narzeka, krew miał gęstą i zdrową. Nauczyłam się przyrządzać mięso, z gryzieniem się w język jest gorzej, to chyba jednak nie leży w mojej naturze. Bilety podrożeją? Taa, słyszałam, fajki, chleb i benzyna też, a za co ja sobie buty jakieś kupię? Wieje? Chujem prędzej. Musiałabym sobie zafundować oczy szeroko otwarte, żeby powiedzieć wszystko. Tak normalnie to ja kontroluję wyraz twarzy, niech dalej myślą, że ja taka do przodu. x-8dwa 2008-07-21 11:22:17 skomentuj (1) the seasons come! (oh behold) Sixteen books on magic spells, a i tak poczucie winy nie mija z chwili na chwilę, czasu trzeba, czasu. Tu się burknęło, tam pokrzyczało i teraz się ma za uszami. Pewnie wszyscy moi nieprzyjaciele mają sporo racji, czytelna to ja nie jestem. Zamiast pisać, zamiast coś stworzyć porządnego wreszcie, to ja mnożę i archiwizuję te teorie spiskowe między uszami i później będzie znowu, że powiedziała, co wiedziała i czem prędzej odleciała. Jest taki jeden. Jest jeden taki, co to wybacza i uśmiecha się krzywo, kiedy całuję centymetr po centymetrze. Jest taki jeden, co to bym go chciała w całości, co to bym przyszła w kominiarce i go ukradła, i go wywiozła, i okupem gardziła. Blue like water, śpiewają mi tu w komputerze w ramach podpowiedzi chyba, nie miało być wzmianek o barwie tęczówek, ale skoro tak mi tu śpiewają, to już wam powiem. Że niebieskie. Powtarzam się niemożliwie, prawda? *** Postanowiłam usunąć linka do bloga z naszej-klasy, no bo co, jeśli czytają mnie wykładowcy? Rodzina? Piętnastki z brokatem na paznokciach? Na wszelki wypadek pozdrawiam i zapewniam, to wszystko fikcja literacka, tak naprawdę jestem bardziej normalna. no. x-8dwa 2008-04-28 19:12:03 skomentuj (2) Szablonszablony.blogowicz.info wspierane przez: Blog & pomoc blogowa |
![]() |